Tags

, , ,

Jura Krakowsko-Częstochowska, z racji swojego położenia, jest okolicą często przeze mnie odwiedzaną już od najmłodszych lat. Mój tata, fan zamków, ruin oraz jaskiń, często organizował rodzinne weekendowe wypady do Ogrodzieńca czy Pieskowej Skały. Wszystkim serdecznie polecam wizytę w tej okolicy. Nie można się tutaj nudzić. Dzisiaj, korzystając ze słonecznej, choć wietrznej pogody, postanowiliśmy pokazać tę okolicę Dastusiowi. Bez długich namysłów wybraliśmy się na zamek w Olsztynie.

Zamek w Olsztynie, a właściwie ruiny zamku, to jedna z atrakcji Szlaku Orlich Gniazd. Pierwsza wzmianka na jego temat pochodzi z 1306 roku. Mówi się jednak, że zamek został zbudowany jeszcze wcześniej. Wzniesiony na terenie wczesnośredniowiecznego grodu, rozbudowany z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, miał służyć obronie pogranicza śląsko-małopolskiego. Niestety budowla została zniszczona w czasie Potopu Szweckiego.

Do dziś zachowały się mury mieszkalnej części zamku, dwie wieże, cylindryczna oraz kwadratowa, a także fragmenty budynków gospodarczych. Zamek z pewnością nie przypomina budowli z lat swojej świetności, ale ogrom ruin, które pozostały, pozwala wyobrazić sobie, jaki był ogromny.

Budowla znajduje się kilkanaście kilometrów od Częstochowy i 75 kilometrów od stolicy Śląska, Katowic. Pod samym zamkiem znajduje się kilka parkingów. Za miejsce bez ograniczeń czasowych zapłaciliśmy 5 złotych.

Na teren zamku można wejść z psem. Według regulaminu powinien być on na smyczy i w kagańcu. Dasti był tylko na smyczy i nikt o kaganiec nas nie pytał. Bilety wstępu, normalny, kosztuje 5 złotych, dla młodzieży szkolnej 3 złote, a dla dzieci do lat 7, wstęp jest wolny. Czworonogi nie płacą 🙂

Teren zamku jest duży i piesek ma tutaj sporo miejsca na spacer. Zamek położony jest na wzgórzu, więc trzeba podejść trochę w górę, ale nie jest trudno, więc nawet mały piesek jak cavalier, świetnie sobie tu radzi. Dasti wyglądał na zadowolonego z wycieczki.

Advertisements