Tags

,

Szukając miejsc, które będziemy mogli zwiedzić z psiakami nad Balatonem, natrafiłam na lawendowe miasteczko Tihany. Już po zobaczeniu pięknych zdjęć w internecie wiedziałam, że jest to miejsce, które muszę zobaczyć. Jak się potem okazało, nie pomyliłam się. To najpiękniejsze miejsce, jakie odwiedziliśmy podczas naszego krótkiego, czerwcowego wyjazdu.

O Tihany słów kilka

Półwysep Tihany znajduje się w północnej części Balatonu. Jest mały, ma około 5 km długości i 3 km szerokości, ale tyle wystarczy, żeby zachwycił nas zarówno przyrodą, jak i zabytkami. Jest to miejsce dla osób, które uwielbiają piękną przyrodę, przepiękne krajobrazy, ale również miłośnicy zabytków znajdą tutaj coś dla siebie. W moim odczuciu, to miejsce spodoba się każdemu.

Tihany1

Nad półwyspem góruje najważniejszy zabytek Tihany, prawdziwa wizytówka miasta – Opactwo Benedyktynów. Założone w połowie XI wieku z polecenia króla Andrzeja I. Warto wspiąć się na górę, na której położone jest Opactwo, by móc podziwiać również piękny widok na jezioro.

Tihany3

Tihany to jednak nie tylko Opactwo, to także ponad tysiącletnia wioska. Idąc wąskimi uliczkami miasteczka można się poczuć, jak w żywym skansenie. Dzięki urzekającym domkom pokrytym strzechą można poczuć wyjątkową magię tego miejsce.

Lawendowe lody

Miasteczko nazywane jest lawendowym. Faktycznie na każdym kroku można spotkać tutaj lawendę: rosnącą na polach, przy domach w doniczkach, do kupienia w sklepach z pamiątkami. Pocztówki, świeczki, obrazki do powieszenia na ścianę, kieliszki do wódki czy wina – wszystko ma tutaj motyw lawendy.

Tihany5

Gdyby tego było mało, można zjeść tutaj lawendowe lody, napić się lawendowej herbaty czy kupić piwo o smaku lawendy. Zdania na temat smaku wyżej wymienionych ciekawostek kulinarnych są podzielone, natomiast zawsze warto spróbować i wyrobić sobie własne.

Tihany z psem

Wszędzie, gdzie się pojawiliśmy z naszymi psiakami, wzbudzały one uśmiechy na twarzy. Byli mile widziani zarówno w restauracji, lodziarni, jak i w sklepach z pamiątkami.

Tihany2

Mąż pojechał na Węgry z planem zakupy “węgierskiego kociołka”, żeby móc przygotowywać gulasz na naszej działce. Akurat w Tihany natrafiliśmy na sklep z dużym wyborem tego typu naczyń. Dasti i Elmo zostali tam przyjęci jak VIPy. Chyba każdy z obsługi sklepu musiał się z nimi przywitać, a jedna z pań nawet przyniosła dla nich miskę z wodą.

Tihany4