Tags

, , ,

Rok 2020 to dziwny rok. Były plany, marzenia, nadzieje, ale wszystko zmieniło się, gdy pojawił się koronawirus. Jedni w niego wierzyli, inni nie wierzyli, ale jedno jest pewne – wywrócił on życie wielu osób do góry nogami. Zamknięcie w domu, home office, ograniczenie treningów, szkoleń, zmiany planów wakacyjnych… Mieliśmy zaplanowane wakacje w Albanii, samolotem, wyjątkowo bez psiaków. Życie lub koronawirus chciały inaczej. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, gdzie pojedziemy na wakacje. Zaczęłam przeglądać noclegi w Dalmacji i tak, zupełnie przypadkiem, znalazłam miejscowość Omiš. Spakowaliśmy walizkę, psią torbę i ruszyliśmy wszyscy do Chorwacji… Do miejsca, w którym się zakochaliśmy.

O Omiszu słów kilka…

Omiš położony jest przy ujściu rzeki Cetiny do Adriatyku, w Dalmacji, niedaleko Splitu i Riwiery Makarskiej. Z jednej strony widać tutaj majestatyczne góry, z drugiej turkusowe morze, a pośrodku tętniącą życiem rzekę. Przyjemne, typowo chorwackie miasteczko, z małą, ale bardzo urokliwą starówką. Nad miastem górują dwie twierdze, z których rozciąga się przepiękny krajobraz na rzekę, góry i oczywiście przejrzystą wodę Adriatyku.

Jeżeli lubicie aktywnie spędzać czas z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie. W mieście i jego bliskich okolicach można zorganizować sobie różne, sportowe atrakcje, od raftingów, zip line czy pływania w morzu. Jedną z największych atrakcji są spływy pontonowe na rzece Cetinie. Jest to także super miejsce dla osób, które lubią górską wspinaczkę. W okolicy jest około 300 wyznaczonych tras.

Jeżeli wolicie spędzać czas aktywnie, ale z niezbyt dużą dawką adrenaliny, to zawsze można poleżeć na plaży, która jest piaszczysta, co w Chorwacji jest dość mało spotykane, popływać w Adriatyku, zwiedzić twierdzę Fortica, położoną na wysokości 311 m n.p.m. lub wypożyczyć łódkę i udać się na wycieczkę po Kanionie rzeki Cetiny. Widoki przepiękne.

Omiš nie jest może tak bogaty w zabytki, jak położony niedaleko Split, ale tutaj też są miejsca, które warto zobaczyć.

Stare miasto w Omisu rozciąga się wzdłuż przebiegającej przez niego Magistrali Adriatyckiej. Wypełniają ją liczne, kamienne budynki z czerwonymi dachami, charakterystyczne dla chorwackiego krajobrazu. Działają tu liczne, klimatyczne knajpki, z pysznym chorwackim jedzonkiem, dobrą kawą i smacznymi lodami. Ważnym miejscem na Starówce jest Kościół Świętego Michała zbudowany w XVII wieku.

Nieopodal Kościoła znajdują się schody, które prowadzą do Twierdzy Mirabela.  Warownia służyła niegdyś piratom, którzy wypatrywali z niej statków nieprzyjaciół. Miasto słynie z pirackich historii. Ich ślady można znaleźć w tutejszym porcie, gdzie organizowane są wycieczki pirackimi statkami, a także na starówce, gdzie jedna z restauracji nosi nazwę pirackiej łajby. Twierdza była wielokrotnie niszczona, jednak dzięki przeprowadzonej renowacji, stanowi doskonały punkt widokowy, z którego podziwiać można położone w dole miasto, rzekę i jej kanion oraz morze.

Jeszcze wyżej, na wysokości 311 metrów, znajduje się Twierdza Fortica (Stari Grad). Nie ma możliwości dotarcia do niej inaczej niż pieszo, a droga nie jest łatwa. Na górę prowadzą dwa szlaki: jeden zaczyna się w centrum miasta i jest łatwiejszy do przejścia, co nie znaczy, że jest bardzo łatwy. Drugi zaczyna się na parkingu za centrum, jadąc wzdłuż rzeki i mijając pierwszy tunel. Ten drugi jest trudniejszy – część drogi prowadzi przez zwyczajny górski szlak, dość stromy, a końcówka drogi wiedzie przez skały. Radzę ubrać sportowe ubrania i wygodne buty. Klapki czy inne sandały nie są dobrym wyborem. Kto mnie zna, ten wie, że nie jestem wielką fanką gór, dla mnie był to dość trudny spacer. Droga trwa około 45 minut. Można oczywiście wejść jedną stroną, a zejść drugą, mając szansę zobaczyć jeszcze więcej widoków.

Jeżeli chodzi o Twierdzę Stari Grad dodam jeszcze tylko, że nie jest to szlak dla rodzin z małymi dziećmi oraz… osób z psami. Dasti i Elmo zostawili w pokoju i to była najmądrzejsza decyzja. Mimo ich napędu na cztery łapy, jestem pewna, że ostatni etap drogi przez skały nie byłby dla nich ani łatwy, ani przyjemny. Domyślam się, że musielibyśmy ich tam po prostu wnieść, a biorąc pod uwagę, że wycieczka nie jest łatwa, to noszenie psa na rękach… średni pomysł. Jedno jest pewne, warto wejść na górę, bo widoki wynagradzają wszystko!

Wybraliśmy się również na wycieczkę łódką po Kanionie rzeki Cetiny. Początkowo trochę się obawiałam tego pomysłu. Wypożyczenie łódki, gdy nigdy się nie pływało, wydawało się dość średnim pomysłem. Ostatecznie uległam namowom męża i była to super decyzja. Widoki na długo zapadną w naszej pamięci. Wyprawa trwała trochę ponad 2 godziny. Trasa, którą płynęliśmy miała 7 km w jedną i 7 km w drugą stronę plus przerwa na kawę na końcu trasy. Koszt? 250 kn czyli około 160 złotych. Można z psem, a nawet dwoma. Pan zgodził się od razu: “Płyniecie sami, więc nikt nie będzie miał pretensji”.

Omiš z psem

Czytacie mój wpis i zastanawiacie się czy to na pewno blog o psiakach? Tak! Już przechodzę do tego tematu.

Dwa lata temu Dasti odwiedził już Chorwację. Byliśmy wtedy w okolicy Zadaru, dokładnie w miejscowości Sukosan. Odwiedziliśmy też Park Narodowy Krka. Spaliśmy wtedy w psiolubnym pensjonacie, a kilka kroków dalej była psia plaża. Dasti był miło widziany we wszystkich miejscach, gdzie byliśmy.

W tym roku zabraliśmy ze sobą dwa psiaki. Noclegi zarezerwowaliśmy w Mobile Homes Camp Galeb. Domki na campingu możemy polecić każdemu. Wynajęliśmy bungalow z jedną sypialnią, pokojem dziennym z aneksem, łazienką i dużym tarasem. Pieski były mile widziane, mimo tego, że na stronie campingu widnieje informacja, że za pobyt psa się płaci, jeszcze przed wyjazdem dostaliśmy potwierdzenie, że pieski śpią za darmo.

Na campingu jest piaszczysta plaża, z placem zabaw dla dzieci i pięknym widokiem na morze i góry. Na tej plaży pieski nie mogą przebywać, natomiast jest wyznaczone specjalne miejsce, gdzie można pływać z psiakami. Wśród innych udogodnień warto wymienić prysznic dla psów – po kąpieli w morzu można spłukać wygodnie sól z sierści i nie zabierać piachu do domku na psich łapkach.

Za domek ze śniadaniem zapłaciliśmy około 1300 złotych za 7 nocy (we wrześniu). Śniadanie bardzo dobre, podawane w restauracji przy morzu i basenie. Menu śniadaniowe było codziennie takie samo, natomiast było tyle rzeczy do wyboru, że można było spokojnie wybierać różne rzeczy każdego dnia: od jogurtów przez dżemy, owoce, warzywa, po wędliny, salami, różne rodzaje sera, jajecznicę czy omlety z warzywami. Na deser dobre rogaliki. Jedyny minus to kawa… Smakowała jak z torebki 3 w 1, ale to jedyny minus, jaki odnotowaliśmy na campingu. Z powodu sytuacji covidowej jedzenie było nakładane przez pracowników restauracji. Panie w recepcji też bardzo miłe, mówiły po angielsku bez problemu, a w restauracji pan podający jedzonko mówił też po polsku.

Jeżeli chodzi o kawę, to polecamy gorąco kawiarnię/naleśnikarnię Shookolat na głównej ulicy. Pyszna kawa, chyba jeszcze pyszniejsze Tiramisu i do tego psy były mile widziane. Obiad czy kolację warto zjeść w restauracji Sagita – pyszne makarony z owocami morza, risotto i świeże rybki. Najlepszą pizzę w mieście zjecie w Pizzerii Antula, spory wybór i dobre wino. Lody jedliśmy w różnych lodziarniach i zawsze były dobre, ale najlepsze były w… Splicie (to przy okazji kolejnych chorwackich wpisów). Jeżeli macie ochotę na drinka lub wino wieczorem nad rzeką to polecamy CB Prestige, dobra kawa, dobre drinki i miska dla pieska z wodą.

Jak już pisałam powyżej pieski nie były z nami na Twierdzy Stary Grad, nie były też na Twierdzy Mirabella. Nie wiem czy można wejść na nie z psami, ale osobiście odradzam. Nie będzie to dobra atrakcja dla psów, przynajmniej w mojej opinii. Na starym mieście wszyscy zwracali na nie uwagę, uśmiechali się, niektórzy pytali nawet czy mogą pogłaskać. Bardzo polubiła ich jedna Pani z recepcji Campingu i miziała zawsze, gdy trafiła się okazja. Wycieczka łódką, jak najbardziej z psiakami. Elmo został fanem pływania i mianowaliśmy go Kapitanem.

Słowem podsumowania

Długo zastanawialiśmy się, czy jechać, czy nie jechać. Ciągłe zmiany przepisów z kwarantanną, odwołane loty, ilość zachorowań w Chorwacji sprawiły, że do ostatniej chwili nie byliśmy pewni, czy pojedziemy, ale udało się i to była najlepsza decyzja. Mogę śmiało powiedzieć, że to były jedne z najlepszych wakacji, o ile nie najlepsze w naszym życiu. Piękne miejsce, puste plaże, bo turystów mało, pyszne jedzenie, a do tego bardzo psiolubna okolica. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Omiš nie był jedyną miejscowością, którą odwiedziliśmy podczas wakacji, dlatego już teraz zapraszam do kolejnych wpisów, które pojawią się już niedługo.